8 filmów i seriali do obejrzenia w kwarantannie – redakcja Zdzisia poleca

Poprzednio polecaliśmy książki – i choć zapewne wiele z nas ma ambicje, by w kwarantannie przeczytać wszystkie klasyczne dzieła literatury światowej, nawet trzynastkowe umysły potrzebują odpoczynku. I w ramach tego odpoczynku bardzo często zwracamy się do filmów i seriali. Skoro nawet Justyna Jaworska ogląda seriale, co ostatnio przyznała w naszym wywiadzie, to my też możemy prokrastynować w ten sposób z czystym sumieniem. Wobec tego redaktorzy Zdzisia zwierzyli się, co ostatnio oglądali i co mogą Wam polecić, a efekty tego możecie poznać poniżej.

„Anne with an E” / „Ania, nie Anna” [Netflix]

Produkcja ta, jak mało jaka, idealnie uzupełnia wszelkie kwarantannowe niedobory — pełno bowiem momentów, które bohaterowie spędzają z przyjaciółmi na łonie natury, nie zauważymy tam za to ani jednego telefonu. Chociaż pierwsze sceny “Ani, nie Anny” dokładnie odzwierciedlają słowa Lucy Maud Montgomery, już w pierwszym odcinku jasnym jest, że autorki adaptacji tej podstawówkowej lektury nie trzymają się ściśle jej treści. Dalej oglądamy tę samą Anię, marzycielską dziewczynkę żywcem wyciągniętą z książkowych opisów, jej przygody różnią się jednak od tych dobrze nam już znanych. Twórczynie patrzą bowiem na realia dziewiętnastowiecznej Kanady oczami współczesnego widza. Chociaż i tu nie brakuje sielanki, znanej nam z pierwowzoru “Ani”, bohaterowie serialu mierzą się z problemami, które sto lat temu były jeszcze tematami tabu. Są to często kwestie prozaiczne, przykładem pierwsza miesiączka Ani, nie brakuje jednak i trudniejszych tematów, takich jak rasizm i kwestia niewolnictwa. Poruszona zostaje także najczarniejsza karta w historii Kanady — szkoły z internatem dla rdzennych mieszkańców tych terenów.

Natalia Nitras

zwiastun:

„Full Metal Jacket”

Kubrick prezentuje nam ciekawy dramat wojenny, który ze zwykłej strzelaniny w 5 sekund potrafi zamienić się w egzystencjalne rozważania na temat sensu wojny czy też krytykę amerykańskiego imperializmu. Zasadniczo film możemy podzielić na dwie części: pierwszą z nich jest szkolenie Marines, które właściwie można by uczynić osobnym filmem i które nic by na tym nie ucierpiało. Mierzymy się w nim z historią przyszłych żołnierzy, która przy cyklu niepowodzeń jednego z nich szybko zamienia się w dramat psychologiczny i pozwala nam podążać za rozwojem zaburzeń psychicznych jednego z nich, zakończonych dosyć spektakularnym punktem kulminacyjnym. W drugiej części przenosimy się do Wietnamu, gdzie główny bohater ( będący równocześnie jednym z bohaterów pierwszej części ) relacjonuje przebieg wojny. Dzięki genialnie wykonanym zdjęciom możemy wczuć się w klimat, jaki panował w Wietkongu podczas wojny i wspólnie z bohaterem obserwować dynamicznie przesuwającą się linię frontu, jednocześnie przypatrując się zbrodniom wojennym obu stron konfliktu. Film stawia przed nami kilka pytań, które warto zadać sobie w kontekście dosyć współczesnej historii. Czy wojna wietnamska była potrzebna? Czy naprawdę miała jakiś cel? Czy da się moralnie ocenić postawę którejkolwiek ze stron konfliktu? Czy w ogóle da się oceniać moralność podczas wojen i konfliktów zbrojnych?

Jakub Kalbarczyk

„Pose” [Netflix]

W 1987 roku w Nowym Jorku, po niespodziewanej wiadomości Blanca postanawia odciąć się od toksycznej rodziny i założyć swój własny dom. Pod swoje skrzydła bierze bezdomnego tancerza i śliczną dziewczynę. Akcja kręci się wokół społeczności LGBTQ i jej ówczesnych problemów. Serial pełen jest wzlotów i upadków, tragedii oraz sukcesów. Realnie oddaje sytuację panującą w Stanach Zjednoczonych w latach 80, a bohaterowie dramatu są częścią ball culture. Każdy z nich został odrzucony przez swą rodzinę oraz społeczeństwo, jednak pomimo wykluczenia odnajdują szczęście w szalonych nocnych imprezach. Ich historie są wzruszające, budzą podziw i uznanie. Serial należy do wciągających – trudno nie obejrzeć kolejnego odcinka zaraz po obejrzeniu poprzedniego. Mam do niego duży sentyment, od pierwszego epizodu skradł me serce. Mimo że pierwszy sezon wyszedł w 2018 roku, to wciąż znajduje się na szczycie moich ulubionych seriali.

Weronika Wajdzik

zwiastun:

 „Dwóch papieży” [Netflix]

To może zacznę od kawału, który wszyscy słyszeliśmy już ze 100 razy:

– Jak witają się papieże?

– Papieże się nie witają, papież jest tylko jeden.

Zrobiło się sucho, jakbym miał polecać „Kac Wawę” albo (o zgrozo, to nie była komedia) „Smoleńsk”. Na szczęście dziś nie piszę o filmach z Karolakiem w roli głównej, a właściwie o nieco ciekawszej produkcji, która obiła się ostatnio dość dużym echem w świecie filmu. Mowa o „Dwóch Papieżach”, wyprodukowanych przez Netflixa, stąd też żart o następcach św. Piotra. Film wydaje się na początku dość nudny i nieciekawy – ot, spotyka się „dwóch typów w sutannach” i dyskutują o nudnych dogmatach. Postacie dwóch duchownych są jednak niezwykle przyjazne – szczególnie Franciszek wzbudza sympatię. Do tego podczas rozmowy księży pada wiele różnych żartów, a oni sami są dla siebie momentami nieco złośliwi, co zdecydowanie umila oglądanie.  Mimo to, nie brakuje również poważniejszych wątków w dyskusji, a sam film wskazuje na dwa różne punkty widzenia na współczesną instytucję kościoła. Benedykt jest całkowitym kontrastem Franciszka prawie pod każdym względem, co jest motywem przewodnim tej opowieści. Polecam ten film, bo nawet mi jako osobie, która nie interesuje się sprawami kościoła, oglądało się go bardzo przyjemnie.

Kamil Nycz

zwiastun:

„Call me by your name” / „Tamte dni, tamte noce” [Netflix]

Podczas kwarantanny może nie zebrałam się do wielkiego przeglądu wartych obejrzenia filmów (jeszcze), ale udało mi się w końcu obejrzeć przepiękny „Call me by your name”. Lata 80-te, włoska prowincja, lato, młody chłopak, który wraz ze spokojnym rozwojem akcji poznaje siebie, swoje ciało i pragnienia. Klimat filmu jest wręcz magiczny. Kadry z jednej strony minimalistyczne, ale równocześnie ukazujące wszystko, co potrzebne. Historia niezawiła, lecz bardzo szczera i intymna. Główny bohater-Elio-to wrażliwy 17-latek, a jego przeżycia są niezwykle ciekawe nie tylko do obserwacji i podziwiania, ale wspólnego przeżywania. Ogółem, film wprost idealny dla nas, dla młodych- wciąż odkrywających otaczający nas świat i samych siebie. Dawno nie widziałam tak pełnego przesłania, niekonwencjonalnego, a zarazem spokojnego filmu, który tak by mnie złapał za serduszko i zainspirował pod względem estetycznym. Obiecuję, „Call me by your name” swoją oryginalnością i pozornym minimalizmem przeniesie was w inny świat i zapewniam, warto.

zwiastun:

„Gwiezdne wojny: wojny klonów”

Moja propozycja skierowana jest do wszystkich tych, którzy podobnie jak ja wychowywali się na uniwersum Gwiezdnych Wojen – ale nie tylko. „Wojny klonów” sprawdzą się też idealnie gdy trzeba chociażby spędzić trochę czasu z młodszym rodzeństwem. Jednak jeśli wydaje wam się, że to tylko bajka dla dzieci, jesteście w błędzie. Odnajdziecie tam niesamowite przygody, spektakularne walki między republiką a separatystami, ale też dylematy i problemy, przed jakimi stają bohaterowie Anakin Skywalker, Ashoka Tano czy komandor Rex. Co więcej, animacja zabiera nas w brudny i mroczny świat polityki, przepełniony korupcją i spowity intrygami tajemniczego lorda Sithów. Bohaterowie będą poddani ciężkim próbom, na szali zostanie wystawione ich zaufanie i przyjaźń, a ideały, jakimi się kierują, poddane brutalnej weryfikacji.  Podsumowując: wojny klonów są propozycją dla widzów w różnym wieku i ukazują nam bohaterów mierzących się z trudnościami losu, a to wszystko dawno, dawno temu w odległej Galaktyce…

Bartek Bielecki

O północy w Paryżu[Netflix]

Paryż – słynne miasto zakochanych. Tak też rysuje je Woody Allen w jednej ze swoich najlepszych produkcji, czyli oscarowej komedii romantycznej z szczyptą fantastyki, jaką jest „O północy w Paryżu”. Wyjątkowa produkcja od początku wciąga widza, który poznaje planujących na wycieczce do Paryża narzeczonych, którym towarzyszą bogaci przyszli teściowie głównego bohatera, Gila. Podczas tej podróży dowiadują się o sobie coraz więcej, a nowe różnice w charakterze wychodzą na światło dzienne, bawiąc widzów kontrastem między pragmatyczną Inez a rozmarzonym Gilem. Atmosfera między parą dodatkowo gęstnieje po poznaniu dawnego przyjaciela kobiety, który próbuje jej zaimponować domniemaną znajomością historii sztuki. Pewnej nocy Gil odłącza się jednak od narzeczonej i jej towarzystwa, by udać się na samotny spacer urokliwymi uliczkami. Wtedy poznajemy prawdziwe znaczenie tytułu, gdyż wraz z wybiciem północy widz zostaje zabrany wraz z bohaterem w niezwykłą podróż do miasta z lat dwudziestych, gdzie poznaje wielu sławnych artystów. Zachwycony tym przeżyciem zaczyna każdej kolejnej nocy udawać się w tę fascynującą podróż między epokami, a przy okazji zakochując się w Adrianie – inspiracji ówczesnych artystów. Wtedy sprawy zaczynają się coraz bardziej komplikować, bawiąc widza perypetiami Gila oraz jego próbami połączenia fantastycznego Paryża z poprzedniego stulecia i rzeczywistego, acz nieco stereotypowego, współczesnego miasta.

Film lekki i przyjemny, zgrabnie łączący fantastyczne przenikanie się dwóch epok i prawdziwie komediowe wątki, których Woody Allen jest w końcu mistrzem. „O północy w Paryżu” na pewno zachwyci nawet wymagającego widza ujęciami, w których znalazło się miejsce zarówno na świetną grę aktorską, wartką akcję, ciekawie poprowadzoną fabułę i piękną scenerię towarzyszącą produkcji.

Zuzia Piórkowska

zwiastun:

„The Politician” / „Wybory Paytona Hobarta” [Netflix]

Jeśli myśleliście, że wybory do PSU w Trzynastce były burzliwe, ewidentnie nie widzieliście „The Politician” [w polskiej wersji językowej „Wybory Paytona Hobarta”]. Osiem różniących się długością – lecz idealnie dopracowanych – odcinków serialu opowiada o wyborach na przewodniczącego szkoły, w których udział bierze owładnięty chorobliwą ambicją i absurdalnie uprzywilejowany Payton. Serial porusza jednak znacznie więcej niż sam temat wyborów czy polityki na szczeblu szkolnym – pojawiają się oszustwa na ogromną skalę, bogactwo i różnice społeczne, zamachy, skomplikowane intrygi rodzinne, ale przede wszystkim wszechowładniająca ambicja i żądza zwycięstwa za wszelką cenę. Główny bohater jasno widzi swoją ścieżkę życiową i nie cofnie się przed niczym by osiągnąć sukces – rywalizacja i wygrywanie to jedyne, co liczy się w jego życiu.

Wszystko to zostało ujęte w zachwycającą oprawę graficzną – scenografia oszałamia, a każda postać ma własną gamę kolorystyczną. Same postaci są również ogromnym plusem serialu – każda z nich jest niezwykle wyrazista i nie da się ich zapomnieć.  Obsada z pewnością przykuwa oko [z bardziej znanych nazwisk znajdziemy tam Gwyneth Paltrow czy Zoey Deutch]. Tytułową rolę gra Ben Platt, którego możecie znać z musicali – twórcy serialu nie zawahali się skorzystać parokrotnie z jego umiejętności wokalnych, co zaowocowało wspaniałym soundtrackiem.

Szczerze polecam obejrzenie „The Politician” , zwłaszcza że 18. maja ogłoszono datę premiery drugiego sezonu. Skąpany w absurdzie oraz żądzy władzy świat Paytona Hobarta powróci na Netflix dokładnie za miesiąc [19. czerwca].

Helena Burdzińska

zwiastun:

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.