Jak oderwać się od rzeczywistości? Redakcja (a zwłaszcza Hubert) poleca

Ten rok – mówiąc eufemistycznie – nas nie rozpieszcza. Na bardzo wielu poziomach. Niezależnie od tego, jakie myśli prześladują Cię najczęściej – czy to niepokój związany z pandemią, oburzenie sytuacją w kraju, zmartwienia i/lub tęsknota związana ze szkołą, a może paraliżująca panika dotycząca studiów – od wszystkich tych myśli każdemu z nas przyda się przerwa. Dlatego część naszej redakcji postanowiła się podzielić tym, co im pomaga, kiedy świata jest trochę za dużo – czy to metoda na rozprawienie się z lękami, czy, zazwyczaj coś do bingowania.

Kuba Markil:

Jeżeli masz dosyć wszystkiego, co dzieje się dookoła i chcesz się oderwać od smutnej, szarej rzeczywistości, to mam coś w sam raz dla Ciebie. Czyż nie ma lepszego sposobu na zamiatanie zmartwień pod dywan, niż poprzez zagłębienie się w historii przedstawionej w  długiej audiowizualnej formie odbieranej biernie, czyli w filmie? Być może jest, ale na pewno ta opcja jest warta rozważenia. Ja osobiście polecam filmy studia Ghibli, których masę obejrzałem z drugą połówką w czasie pierwszego lockdownu. Jeżeli Twoim ulubionym subredditem jest r/wholesomememes i jesteś na wholesome grupkach na facebooku, lub po prostu potrzebujesz trochę ciepła w swoim życiu, te filmy na pewno przypadną Ci do gustu. Moim zdecydowanym faworytem spośród produkcji dostępnych na Netflixie jest Zrywa się wiatr (The Wind Rises). Opowieść pełna miłości, niezwykłego ciepła oraz przedstawiająca niezwykłą młodzieńczą pasję, przeradzającą się w swego rodzaju sens życia i możliwość wyrażenia siebie. Jeżeli zaś wolisz coś bardziej fantastycznego, to przede wszystkim polecam Ruchomy zamek Hauru i Opowieści z Ziemiomorza. Po wszystkich filmach studia Ghibli można się spodziewać pięknej oprawy audiowizualnej, nie liczyłbym jednak na wielowątkową historię z niesamowicie wyszukanym przekazem. Tak naprawdę każda z tych produkcji stara się powiedzieć jedno – nie ma nic piękniejszego od szczerej miłości. Miłego seansu.

Tatiana Kavetska:

Wielokrotnie zdarzało mi się usłyszeć – czy to od rodziców, czy od nauczycieli – o niemalże destrukcyjnym wpływie gier, niszczących całe życie i jedynie marnujących czas, który, według nich, mogłabym poświęcić na coś dużo bardziej produktywnego. Mimo to uważam, że szczególnie w tych niepewnych i stresujących czasach, są doskonałym sposobem na chociaż chwilowe oderwanie się od tego wszystkiego – angażują niemalże wszystkie zmysły, przez co są idealnym sposobem na odwróceniem uwagi od aktualnej, dość przytłaczającej, rzeczywistości. Nie ukrywam, że nieraz zdarzyło mi się rozpocząć rozgrywkę o 12:00, a nim się obejrzałam, była już 21:00. Nie był to jednak czas stracony – gry nie tylko umożliwiają lekkie oderwanie się od otaczającego świata, a dzięki temu odpoczynek i chwilowe zapomnienie o wielu problemach, lecz także, co dziś wydaje się szczególnie potrzebne, robić wszystkie te rzeczy, których aktualnie, będąc zmuszonymi do pozostania w domach, robić nie możemy, mimo że jedynie w świecie wirtualnym. Co najlepsze, nie musimy tego robić sami – jest mnóstwo gier umożliwiających kontakt z przyjaciółmi, który aktualnie niestety ogranicza się jedynie do wiadomości czy rozmów telefonicznych. Podczas ostatniej nauki zdalnej, co może wydawać się nieco niepoważne, najlepiej u mnie w tej kwestii sprawdził się stary, dobry Minecraft, w którego grałam ostatni raz chyba w szkole podstawowej. Wraz ze znajomymi wróciliśmy jednak do niego i graliśmy godzinami, wspólnie zwiedzając świat i tworząc nowe budowle, rozmawiając, a przede wszystkim, nie zwracając szczególnej uwagi na aktualne problemy. Warto więc czasami wrócić do często odrzuconych na rzecz nauki gier, które chociaż na chwilę pozwolą odpocząć od ciągłego stresu i przytłaczającej rzeczywistości.

Marta Bródka:

Obok wszystkich aktywności, dzięki którym jestem w stanie sama (spróbować) oderwać się od tego wszystkiego, co się dzieje dookoła, odetchnąć i uspokoić, nigdy nie zabraknie kontaktu z ludźmi. To oni są moim zbawieniem w momentach, kiedy już po prostu mam czegoś dosyć, czy najzwyczajniej w świecie potrzebuję się wygadać. Rozmowa. Jeśli miałabym robić listę tego, czego nauczył mnie (ekhem…raczej nadal uczy, bo pamiętajmy, że jeszcze trochę przed nami ;)) ten rollercoaster zwany 2020, to właśnie istoty rozmowy i kontaktu. Dzwoniący telefon
czy połączenia wideo jeszcze nigdy nie przynosiły tyle radości i wytchnienia (oczywiście nie te lekcyjne na Teams, ale właśnie wieczorne „spotkanka”, by choć przez kamerkę zobaczyć te uśmiechnięte twarze, których coraz bardziej nam teraz brakuje). Najprostsza wiadomość „jak tam?” zaczęła być znakiem troski, której tak potrzebujemy. Moment zostawienia w tle wszystkich szargających emocje wydarzeń, wszystkich nierozwiązanych zadań, wszystkich pozornie
ważnych (!) obowiązków, by choćby przez słuchawkę (lub nawet oczami wyobraźni podczas wymiany wiadomości na messengerze) usłyszeć śmiech przyjaciół. To jest coś, co jak mało co pozwala mi się oderwać, wyłączyć- a równocześnie włączyć, bo to właśnie ten element naszego życia powinniśmy pielęgnować ze szczególną troską. Nasza codzienność się zmieniła, tego chyba nie muszę już mówić- mamy więcej w głowach, świat dookoła co chwilę przypomina nam, że nie
ma zamiaru odpuszczać i grać z naszymi nerwami- ale to zdecydowanie nie znaczy, że musimy zamęczać się tymi myślami sami. Od tego właśnie są otaczający nas ludzie, tak samo jak my, potrzebujący rozmowy. Czy to tej rozluźniającej o niczym- żeby odpocząć, czy właśnie tej mocnej, poważniejszej – żeby wyrzucić z siebie to, co nie daje spokoju, żeby poznać inne spojrzenie, żeby nie bagatelizować. Nic tak nie uspokoi i nie rozchmurzy jak rozmowa – mimo że chyba coraz częściej o tym zapominamy – dlatego nigdy nie zapominajcie, że macie ją na wyciągnięcie ręki. U
mnie się sprawdza, mam nadzieję, że u was też ;))

Ada Marczak:

Jeżeli tak jak ja jesteście wyczerpani atakującymi z czterech stron świata komunikatami pandemicznymi, które zapętlają się w waszych głowach do tego stopnia, że zastanawiacie się, czy rząd uruchomił tajny program narodowej hipnozy – wstrzymajcie rozważania, póki jeszcze nie doprowadziły was do szalonych teorii konspiracyjnych! Przedstawiam alternatywę, pomagającą nieco zagłuszyć świat zewnętrzny.

Ostatnimi czasy natknęłam się na serię wykładów, dostępnych w formie podcastów na serwisach poświęconych tej formie. “Humane Arts” to zbiór takich serii prowadzonych przez profesora Wesleya Cecila w Peninsula College. Dotyczą one szeroko pojętych sztuk humanistycznych, głównie literatury, bogactwa kultur świata, a także filozofii i filozofów kultury zachodniej. I gdzie tu ten relaks? Może na pierwszy rzut oka tematy te nie brzmią szczególnie odprężająco, ale nie zrażajcie się akademicką, skomplikowaną otoczką – wykłady prowadzone są w bardzo przystępny sposób i utrzymują się w lekkim, zabawnym tonie. Biografie filozofów i ich skomplikowane idee wydają się bliskie i ludzkie, a nawet łatwiej przyswajalne przez to, jak łatwo można się utożsamić z każdą z postaci. Nie dość, że wzniosłe, ważne wnioski stają się dla nas naturalnie zrozumiałe, to w kontekście życia i indywidualnej perspektywy historycznych postaci, wysnucie ich okazuje się dla nich logicznym następstwem w biografii. Omawianym filozofom współczujemy, śmiejemy się z nimi i z nich, czasem zgadzamy się z nimi, czasem nie, a czasem odnajdujemy w nich siebie. I właśnie chociażby dla takich momentów, w których okazuje się, że jakiś losowy statystyczny facet sto lat temu myślał w ten sam sposób co my, a nawet zyskał dzięki temu popularność, zapoznawanie się z filozofią może być szczególnie pasjonujące. Na dodatek zgłębianie tego magicznego świata historii skutecznie odrywa od rzeczywistości.

Taką formę rozrywki przemycającej wiedzę zawdzięczamy niezastąpionemu profesorowi Wesowi Cecilowi, którego nie da się nie pokochać od pierwszego wykładu. Jego płynne balansowanie pomiędzy życiorysem omawianej postaci a jej założeniami dorównuje balansowaniu między żartem a ścisłą teorią. W ten sposób nasza uwaga cały czas skupiona jest na treści, sprawia to także, wykłady dają wrażenie audiobooka albo udziału w intrygującej rozmowie.

Słuchać o filozofii można na przykład przy porannej kawie, podczas jogi czy rozciągania. Towarzyszyć może nam ona także na spacerach, czy po prostu wtedy, kiedy mamy ochotę pozwolić sobie na niezobowiązującą stymulację naszych przeciążonych obowiązkową nauką mózgów.

Hubert Solecki:

Siemanko ziomeczki, z tej strony Hubert i zapraszam was do mojej listy kontentu, w celu miłego spędzenia lockdownu!

Świat poza naszymi domami pozostawia wiele do życzenia (jak zwykle), jednak teraz robi to jeszcze bardziej. Dlatego też, zupełnie przypadkowo, wszystkie polecane przeze mnie dzieła kultury będą odnosić się niekoniecznie do naszego świata (fantasy, chodzi o fantasy), dzięki czemu pogrążając się w lekturze, jesteśmy w stanie oderwać się od naszej smutnej rzeczywistości. Mógłbym wspomnieć oczywiście o filmach, ale na co komu one, jeśli nie pozwalają działać naszej wyobraźni, utrudniając pełną imersję. Z tego powodu, czytając dalej, zobaczycie jedynie najwspanialsze książki o których usłyszeliście w ciągu ostatnich paru sekund (daję wam na to moją gwarancję)

1. Seria „Świat Dysku” – Terry Pratchett

Miejscem akcji serii jest Dysk – płaska ziemia leżąca na grzbietach czterech słoni, które z kolei stoją na wielkim kosmicznym żółwiu A’tuinie podróżującym przez bezmiar kosmosu. W poszczególnych częściach mogą występować ci sami bohaterowie albo może się ona skupiać na jednym z niezwykle ciekawie napisanych bohaterów, co pozwala na niezobowiązującą lekturę, bez konieczności zapoznania się ze wszystkimi poprzedniczkami. Pełna humoru, specyficzna narracja autora jest rozpoznawalna na kilometr, a szerokie spektrum opisywanych tematów sprawi, że każdy może znaleźć książkę dla siebie. Osobiście przygody na dysku polecam zacząć od „Morta”, ale jeśli jesteście przeczytać o:

– filozofii, to „Zadziwiający Maurycy i jego edukowane gryzonie”

– teologii, to „Pomniejsi bogowie”

– ekonomii, to „Świat finansjery”

– kinie, to „Ruchome obrazki”

– feminizmie, to „Równoumagicznienie”

– rasizmie, to „Łups”

– dekonstrukcji klasycznych motywów fantasy, to „Ostatni bohater” jest/są dla was.

Warto zauważyć, że w rankingu 100 najlepszych książek fantasy wg. „Time”, Pratchett pojawił się aż dwukrotnie.

2. „Imię wiatru” – Patrick Rothfuss

Proza Rothfussa jest miodem dla uszu, jednak przepiękny styl tego autora nie jest jedyną zaletą „Imienia wiatru”. Jest to klasyczne low fantasy napisane w nowatorski sposób, a jednak unikające podążania za schematami (o co zadba sam oczytany protagonista). Jest tu wszystko czego można chcieć – magia, zemsta, muzyka, miłość i trudności opłacania czesnego na zagranicznym uniwersytecie.  Jednocześnie ostrzegam przed ogromnym rozmiarem książki (pierwsza część ma 888 stron), a ponieważ osobiście przeczytałem ją za (prawie jednym posiedzeniem) zaniedbując wszystko, od szkoły po jedzenie, wiem, że do takiej lektury trzeba się odpowiednio przygotować.

3. „Opowieści z meekhańskiego pogranicza”- Robert M. Wegner

Niech was nie zmyli tytuł ani nazwisko autora – jest to rodzime dzieło, które (moim skromnym zdaniem) spokojnie dorównuje najpopularniejszym światowym hitom. Jeśli można je do czegoś porównać, to klimat bardzo przypomina „Grę o tron”, a humor i styl przywodzą na myśl twórczość Andrzeja Sapkowskiego. Pierwsze dwie części cyklu są zbiorami porywających opowiadań, opisujących szereg zupełnie różnych bohaterów. Nastrój powieści znacząco różni się od „Świata Dysku”, a tematy opisywane nie są wskazane dla osób wrażliwych, dlatego zalecam podejście z rezerwą. Z kolei spragnieni mocnych wrażeń odnajdą się w tej lekturze doskonale, oszołomieni skalą wydarzeń czy skalą i niezwykłym dopracowaniem świata przedstawionego oraz skomplikowanym systemem magii.

Niestety, to by było na tyle. Limit słów nie pozwala mi na dokładniejszy opis czy większą liczbę polecanych pozycji. Na szczęście, mamy do dyspozycji linki!

Jako, że link do zakupu tych książek mógłby być źle postrzegany, to trzymajcie ich recenzje na stronie lubimyczytać.pl:

Jeśli powyższe powieści już dawno są przez ciebie przeczytane, polecam zapoznać się z:

Ostatnie życzenie – Andrzej Sapkowski 

Samo ostrze – Joe Abercrombie

Kłamstwa Locke’a Lamory – Scott Lynch

Kroniki Czarnej Kompanii – Glen Cook

Gra Endera – Orson Scott Card

Oko jelenia – Andrzej Pilipiuk

Narrenturm – Andrzej Sapkowski

Kłamca – Jakub Ćwiek

Nocny Patrol – Siergiej Łukanienko

Amerykańscy bogowie – Neil Gaiman

Gra o tron – George R.R.Martin

Jeśli to również Tobie nie wystarcza, z chęcią mogę polecić coś jeszcze, wystarczy, że napiszesz do mnie na facebooku (jeśli chcesz coś nie fantasy, to lepiej się nie męcz, moje horyzonty są niezwykle ograniczone)

Od świata odrywali się dla Was Kuba Markil, Tatiana Kavetska, Ada Marczak, Marta Bródka i Hubert Solecki.

Wstęp: Helena Burdzińska.

Zdjęcie okładkowe: Mateusz Grąbczewski.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.