Na zdrowie! psychiczne – rozmowa z psycholożką

Czy jeśli nie doznajemy fizycznego bólu, to znaczy, że jesteśmy w pełni zdrowi? Tak najczęściej rozumiane jest pojęcie zdrowia. Tymczasem w naszej własnej głowie i w naszych emocjach kształtuje się zdrowie zupełnie inne. To, o którym nie mówimy na korytarzu szkolnym czy jego teraźniejszym odpowiedniku – w krótkiej wiadomości na Messengerze. To, które nie jest tak jednoznaczne i zrozumiałe. I wreszcie to, na które nie ma jednego i skutecznego antidotum. Zdrowie psychiczne, bo o nim mowa, jest kwestią bardzo indywidualną. Jak rozumieć to z pozoru abstrakcyjne i wręcz mityczne pojęcie zdrowia psychicznego, o którym obecnie słyszymy coraz częściej – choć wciąż niewystarczająco? Aby przybliżyć nam wszystkim ten temat, spotkałam się z panią Beatą Dobińską, psycholog. Na podstawie naszej rozmowy powstał ten artykuł.

Jest to raczej spojrzenie ogólne, bez analizy poważnych zaburzeń psychicznych np. depresyjnych czy lękowych. Jako redakcja chcemy poruszać takie tematy, pokazywać wam, że nie jesteście sami i tym razem zapewnić wam także spojrzenie profesjonalistki, pracującej na co dzień z młodzieżą z różnymi problemami natury emocjonalnej.

Zdrowie psychiczne, najprościej mówiąc, to stan równowagi pomiędzy kondycją zdrowotną, poczuciem komfortu emocjonalnego oraz dobrymi i satysfakcjonującymi relacjami z innymi. W zdrowiu psychicznym doświadczamy poczucia kontroli nad swoimi nastrojami , mamy świadomość swoich emocji oraz wynikających z nich zachowań. Nasze myślenie o sobie, innych ludziach i otaczającym świecie jest pozytywne i racjonalne. Zachwianie lub zagrożenie dla naszego zdrowia psychicznego pojawia się w momencie, kiedy różne sytuacje życiowe i wymagania związane z nimi znacząco przewyższają nasze możliwości poradzenia sobie na różnych poziomach: emocjonalnym, intelektualnym czy relacyjnym.

Jako młodzież jesteśmy grupą której ostatni rok dał się mocno we znaki. To właśnie my musimy dorastać, podejmować decyzje o przyszłości, uczyć się i do matury, i do życia w przestrzeni naszych czterech ścian. I to właśnie my jesteśmy jedną z grup najdłużej zamkniętych, odizolowaną i pozbawioną możliwości normalnego funkcjonowania. Jedni mówią o tym otwarcie, drudzy mniej, ale kondycja psychiczna każdego z nas w jakiś sposób ucierpiała.

Szkoła jako miejsce tworzenia przyjaźni, dorastania i ogólnego rozwoju niestety nierozłącznie kojarzy się także ze stresem: z wymaganiami, oczekiwaniami, porównaniami i ocenami. Według podstawowych zasad psychologii motywacji, kiedy skupiamy się tylko na efektach (np. ocenach, sukcesach i wyróżnieniach), tracimy przyjemność i satysfakcję z samego działania i aktywności, czyli drogi prowadzącej do nich. Przestajemy doświadczać przyjemności z samego procesu odkrywania i poznawania nowych rzeczy. I widzę przełożenie opisanej wyżej prawidłowości psychologicznej na szkołę wręcz 1 do 1. W momencie, kiedy tak bardzo chcemy mieć wyższą średnią, nie zawieść oczekiwań swoich i innych, utrzymać oceny na nie wiadomo kiedy i nie wiadomo przez kogo wyznaczonym poziomie, zapominamy, o co w tym wszystkim chodzi. Że przyjemnie jest czytać lektury nie po to, żeby zdać kartkówkę z wiedzy o jej szczegółach, ale by wejść na chwilę w inny świat, może się zainspirować, utożsamić z bohaterem czy historią. Nie uczymy się nocami tylko po to, żeby napisać na sprawdzianie wykutą definicję, ale żeby zagłębiać się w świat przedmiotu, który przecież może nas zainteresować, w końcu z jakiegoś powodu zdecydowaliśmy się go rozszerzyć. Nie chodzimy na języki po to, by recytować wyuczone odpowiedzi i spisane na ręce słówka, ale by stać się komunikatywnym, dogadać się z kimś obcojęzycznym bez większego stresu. Moment, w którym ostatecznie zrozumiemy, że to nie dla ocen się uczymy, jest kluczowy. Ocena nie jest celem nauki, a jedynie informacją zwrotną- co nam idzie dobrze, a nad czym musimy jeszcze popracować. Jest etapem.

A ta presja na oceny, zebrane na sprawdzianie punkty, świadectwa z paskiem, zbyt często odbiera nam tę esencję nauki. Tę przyjemność z odkrywania czegoś nowego, chęć wykorzystania nowych umiejętności i wiedzy w życiu. To zrozumienie, że chodzi o nasz rozwój. Bo w końcu dla kogo mamy się uczyć, jak nie dla siebie? Naprawdę po to, żeby zawisnąć na szkolnym korytarzu? By nazbierać łatwych piątek podczas zdalnych lekcji? Ta presja wręcz zmieniła nasze postrzeganie samej nauki i sprawiła, że kojarzy nam się tylko i wyłącznie z obowiązkiem. Czymś, przez co musimy przejść, by skompletować papiery na uczelnię, mieć co wpisać do tego „magicznego CV”, które mamy wrażenie, że musimy tworzyć już od najmłodszych lat.

Jak mówi moja rozmówczyni: „Człowiek jest jak zwierzę na czterech nogach: poznawczej (intelektualnej), fizycznej , emocjonalnej oraz społecznej. Żeby się dobrze poruszał w życiu – sprawnie i z gracją – wszystkie jego nogi muszą być rozwinięte. Najlepiej jak pomiędzy nimi nie ma znaczących różnic i dysharmonii i wszystkie są jednakowo zaopiekowane”. Więc gdzie, jeśli nie w szkole, mamy otrzymać pomoc w rozwijaniu każdej z nich?
Kiedy słyszymy pytanie „Czy szkoła przygotowała was do dorosłości, do życia?”, co mamy właściwie odpowiedzieć? Jak mamy zrozumieć świat dorosłych, jeśli tak wielu z nas tak trudno teraz zrozumieć siebie? Normalnie, te „cztery nogi”- może nie do końca w równym stopniu, ale są kształtowane w szkole. Czy nie mamy jednak wrażenia, że w okresie pandemii ta społeczna sfera (w przyszłości najprawdopodobniej jedna z ważniejszych) oparta na budowaniu relacji i bezpośredniej komunikacji z innym człowiekiem, została nam odebrana? Że w tym momencie, wciąż w nieskończoność przedłużających się tych „dwóch tygodni” siedzenia w domu, zostaliśmy tylko z tą dydaktyczną stroną szkoły? Oprócz tego jakże upragnionego teraz kontaktu – przytulenia się na powitanie czy zbicia piątki po strzelonej bramce, szkoła dawała nam możliwość strukturalizacji i uporządkowania dnia, przestrzeni, aktywności. Szkoła w jakiś sposób wyznaczała nam przestrzenie wspólnego bycia, rozmawiania, żartowania. Wyznaczała nam pewną granicę w trakcie dnia. Teraz budynkiem szkoły stał się nasz komputer, który cały czas leży na biurku i pokazuje nam, że ta granica zniknęła. Kiedy otwierając go, mamy poczucie, że jesteśmy w szkole, kiedy tak naprawdę kończy się ten szkolny dzień, skoro wciąż mamy go przed oczami?

Moja rozmówczyni podkreśla, że w języku psychologii obecną sytuację najlepiej opisuje i charakteryzuje pojęcie kryzysu. Kryzys to zdarzenie nagłe, przedłużone w czasie, które bezpośrednio wpływa na codzienne funkcjonowanie i samopoczucie człowieka, wymusza konieczność uruchomienia mechanizmów obronnych i wiąże się z konsekwencjami – tymi najbliższymi (napięcie, niepokój, poczucie bezradności, złość, lęk) oraz tymi, które są odległe w czasie. Pandemia niestety jasno spełnia każde z tych kryteriów. Przyszła niespodziewanie, wciąż się przedłuża, wywróciła nasz świat do góry nogami. Mechanizmy obronne uruchamia każdy z nas- niezależnie, czy jesteśmy tego świadomi, czy nie. Czasami jest to podejście oparte na racjonalizacji (mamy teraz więcej czasu, nie muszę nigdzie dojeżdżać, rano mogę dłużej spać). Inni izolują się i odcinają od emocji (uciekają w świat wirtualny, seriale czy gry). Inni wyprojektowują swoje emocje, czyli wyzucają je na zewnątrz. Inni jeszcze uciekają się do fantazjowania: snują plany, odrzucają myślenie o teraźniejszości i skupiają się na tym, co będzie po. Jeśli chodzi o ostatnią właściwość kryzysu – konsekwencje – to jeszcze niestety przed nami. I z punktu widzenia psychologii, wraz z zakończeniem kryzysowej sytuacji dopiero zaczynają się uruchamiać konsekwencje związane z naruszeniem kondycji i zdrowia psychicznego. Po zakończeniu pandemii czeka nas więc kolejna – epidemia problemów natury emocjonalnej.

Pandemia jest zablokowaniem naszych naturalnych sposobów funkcjonowania i nie ma co tego ukrywać. To, co się dzieje, jak przyszło nam żyć, uczyć się i dorastać odbiega od normy najbardziej, jak się da. Jesteśmy pozbawieni bardzo ważnej możliwości wentylowania emocji, przeciążeni cyfrowo i przytłoczeni wymiarem wyborów, które musimy podejmować w tych warunkach. Czy siedząc w małej przestrzeni, niepokoje i problemy nie wydają się jakieś jeszcze większe i bardziej przytłaczające? Warto jednak podkreślić, że kryzysy psychologiczne, mimo że często dostarczają nam cierpienia i bólu, pozwalają nam jednocześnie odkryć pewne zasoby i możliwości radzenia sobie, o których nie mieliśmy wcześniej pojęcia. „W psychologii podkreśla się, że z emocjami nie dyskutujemy – emocje to informacje o tym, że ważne potrzeby są lub nie są zaspokojone. Nie mamy wpływu, czy się pojawią. Mamy za to możliwość decydowania o sposobie, w jaki na nie zareagujemy. Mamy wpływ na zachowania, które uruchomimy w konkretnych sytuacjach. Dlatego tak ważne jest, by wiedzieć, co przeżywamy jakie myśli w naszej głowie sprzyjają różnym emocjom. Jeżeli czujemy złość, to często jest to komunikat, że zostały przekroczone nasze granice, zostaliśmy potraktowani nie fair. Jeżeli doświadczamy lęku, to najprawdopodobniej przeżywamy stan zagrożenie i niepewności. Z kolei wstyd jest informacją, że jesteśmy przekonani, że zrobiliśmy coś niewłaściwego i w dodatku jesteśmy poddani negatywnej ocenie społecznej.

Każda emocja jest ważna. Równie ważna jest możliwość ich wyrażenia i wentylowania. Wbrew temu, co często mówią i oczekują dorośli- młodzi ludzie mają pełne prawo mieć swoje zdanie, sprzeciwiać się, buntować, negować i dyskutować. W taki sposób szukamy swojej autonomii i niezależności. Kiedy spotykamy się z kryzysem, naszą naturalną reakcją jest często sprzeciw, o którym chcemy móc rozmawiać, wyrażać swoją złość, zniechęcenie i gniew. Jak podkreśla moja rozmówczyni, długotrwałe przecież przeciążenie emocjonalne i nieumiejętność poradzenia sobie z doświadczanymi emocjami uruchamia często destrukcyjne zachowania i sposoby radzenia sobie.

Mając te około 18 lat w pewnym sensie znajdujemy się gdzieś pomiędzy dzieciństwem (które jako takie jest już za nami), a dorosłością (wciąż mimo wszystko odległą). I właśnie to jest moment na odkrywanie, budowanie własnej tożsamości, przekonań na temat siebie, świata i otaczającego nas społeczeństwa. Właśnie teraz szukamy, zaczynamy rozumieć, doświadczamy wielu zmian. I to dobrze. Dojrzewanie to okres bardzo intensywny i dlatego czasem doświadczana emocjonalna chwiejność nie jest niczym dziwnym. Jest naturalna. To, że rano nie masz siły wstać, brakuje ci jakiejkolwiek motywacji nawet do włączenia komputera, po południu tryskasz energią i tańczysz po pokoju, śpiewając Beyonce, a wieczorem najchętniej wykrzyczałbyś, jak denerwuje cię cały świat, jest ok. Naprawdę jest. To właśnie jest moment na zmiany, wątpliwości, poszukiwania. Nasze poczucie własnej wartości może często doświadczać negatywnego wzbudzenia. Mogą pojawiać się wątpliwości: „Czy ja na czymkolwiek się znam?”, „Czy jestem czegoś wart?”, „Czemu innym wszystko wychodzi?”, „Czemu wszyscy dookoła są tacy idealni, a ja nie potrafię zrobić najprostszej rzeczy?”. Pamiętajmy, nikt nie jest idealny i często to, co widzimy, to tylko fasada, czubek góry lodowej- za każdą olimpiadą kryją się nieprzespane noce, za każdym sukcesem sportowym godziny treningów, za każdym pięknie namalowanym obrazem lata ćwiczeń i obserwacji… i można by tak wyliczać, ale w każdym przypadku chodzi o to, że my widzimy tylko efekty i mamy wrażenie, że tak łatwo i naturalnie przychodzą wszystkim te wielkie sukcesy. Że muszą być idealni, lepsi od nas. A o takie wrażenie w naszym małym, trzynastkowym świecie nietrudno. Jesteśmy grupą młodych osób, która często nieświadomie wywiera tą wyżej wspomnianą presję sama na sobie. Są momenty, kiedy nie potrzebujemy czynników zewnętrznych- wystarczy nam nasza ambicja. W połączeniu ze środowiskiem przepełnionym sukcesami i najwyższymi wynikami- poczucie, że jesteśmy gorsi niż reszta jest często nieuniknione i bardzo bolesne. Wystarczy, że podczas kolejnych etapów olimpiad na każdej lekcji kogoś nie ma, bo jest zwolniony i jeśli nie jesteś to Ty, zastanawiasz się, czy może nie powinieneś robić czegoś więcej. To poczucie nie może być jednak bardziej mylne. To nie procenty na maturze, zdjęcie na korytarzu czy liczba zwolnień z egzaminów nas definiują. To nie one stanowią o naszej wartości. Są dodatkiem, etapem na naszej szkolnej drodze. A przecież szkolna droga nie jest tą jedyną w naszym życiu. Jeśli nam się uda, oczywiście, pomagają w dostaniu się na studia, dają poczucie sukcesu i spełnienia – pewnie, że tak. Jeśli jednak nie jesteś olimpijczykiem, to nie znaczy, że nie możesz w pełni poczuć się częścią tej szkoły. Bo to, co nas wyróżnia i łączy to przecież obok ciężkiej pracy właśnie ambicja, chęć robienia czegoś więcej, odkrywania nowych rzeczy.

Jeśli jednak doświadczasz trudnych emocji ( takich jak lęk, smutek czy bezradność), w twojej głowie często pojawiają się negatywne myśli na swój temat, nadmiarowo zamartwiasz się różnymi sprawami, to jest to idealny moment na rozmowę ze specjalistą. Wizyta u psychologa niestety nadal często jest źle odbierana, wydaje się przyznaniem do słabości. Próbujemy wmówić sobie, że przecież „nie jest aż tak źle, żeby iść do psychologa”. Ale nie musi być „aż tak źle”. Jednak jak podkreśla pani psycholog: terapia jest formą zadbania o siebie i o swój rozwój. Terapia pozwala nam przyjrzeć się naszym emocjom, myślom i zachowaniom w bezpiecznych warunkach, w oparciu o wiedzę i doświadczenie psychologa możemy zrozumieć siebie. Psycholog nie ma jednak tej „magicznej różdżki”, dzięki której przy jednym ruchu pozbędzie się wszystkich naszych lęków czy problemów, ale ma narzędzia, by pomóc nam żyć bardziej komfortowo, i skutecznie radzić sobie z tym napięciem, niepokojem, lękiem czy obniżonym nastrojem. Czasem potrzebujemy po prostu usłyszeć, że inni też tak mają, że nie jesteśmy „inni” czy „dziwni”. To poczucie swego rodzaju wspólnoty nas uspokaja i pozwala poczuć się bezpieczniej. Pamiętajcie, że nie jesteście jedynymi osobami, którym ciężko jest przełamać barierę swobodnego wypowiadania się na lekcjach online; którzy nie widzą sensu we wstawaniu tylko po to, by wejść w tę rutynę całego dnia przed komputerem; których to wszystko przerasta; którzy czują, że nie są wystarczająco produktywni; którzy zajadają stres; którzy nie potrafią się zmotywować…

My wszyscy, młodzi ludzie, pokolenie dorastające w pandemii, licealiści bez smaku licealnego życia, maturzyści bez studniówki, trzynastkowicze bez bordowych koszulek, uczniowie bez realnej szkoły – jesteśmy w tym razem. Wciąż tworzymy tą społeczność, wciąż mamy siebie- mimo że za ekranem. I może być nam ciężko, bo jesteśmy pierwsi, którzy muszą zmierzyć się z taką sytuacją. Jednak nie bójmy się o tym rozmawiać- czy to ze sobą nawzajem, czy z psychologami, pedagogami, rodzicami. Dając upust swoim emocjom i przeżyciom możemy pomóc nie tylko sobie, ale także naszemu rozmówcy- może uświadamiając mu właśnie, że też nie jest sam.

Z tego miejsca chciałabym serdecznie podziękować p. Beacie Dobińskiej za współpracę i chęć podzielenia się z nami wszystkimi swoją wiedzą i doświadczeniem, by ten artykuł obok moich wstawek zawierał profesjonalne spojrzenie osoby pracującej w tym polu. Mam nadzieję, że wam otworzył głowę, podobnie jak mi w trakcie pracy nad nim.

O zdrowiu psychicznym rozmawiała dla Was Marta Bródka.

Zdjęcie okładkowe: Mateusz Grąbczewski.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.