O pracy pedagoga – wywiad z Katarzyną Mućko

Mam wrażenie, że pokutuje pewien stereotyp pedagoga, który rozlicza i karze, że z chwilą, kiedy ktoś coś narozrabia to ląduje u pedagoga. Nie chcę, żeby tak było. Chcę być pedagogiem, który zaprasza wszystkich. Jeżeli masz radość z tego, że pierwszy raz udało ci się pójść na randkę z kimś, kto jest dla ciebie ważny i nie masz komu o tym powiedzieć to przyjdź i powiedz. Podziel się tym – mówi w rozmowie z Bartkiem Bieleckim pedagog Katarzyna Mućko

Na czym polega praca pedagogów szkolnych? Z czym uczniowie mogą się zgłaszać? W jaki sposób pedagog może im pomóc? Jak Pani postrzega swoją rolę w szkole?

Dla mnie praca pedagoga polega przede wszystkim na rozumieniu, wsparciu młodego człowieka w tym co przeżywa, w jakim momencie życia jest. To dla mnie sprawa bardzo indywidualna, bo na każdego kto przekracza ten próg – każdego człowieka jakiego spotykam – jestem nauczona patrzeć tylko i wyłącznie przez pryzmat jego historii. Każdy z nas ma inną, każdy inaczej przeżywał dzieciństwo, przechodził inne radości i trudności, różne choroby. Wiele dzieci przeżywało np. hospitalizacje – różnie to wpływa; różne choroby, straty w rodzinach – jednemu umarł dziadek, drugiemu babcia, trzeciego tata miał wypadek. To zmienia człowieka, dlatego dla mnie każdy jest inny i ma swoją historię. Jest to taki punkt wyjścia obowiązkowy, ta indywidualizacja spotkania jest podstawą w pracy. Nie mam szablonów – w momencie, w którym ktoś przychodzi mogę zrobić np. herbatę. Zaczynamy i tutaj rola pedagoga jest trochę okrojona. Ja nie mogę zaproponować terapii, nie mogę  terapeutyzować w szkole z tego względu, iż nie mogę być w podwójnej roli: pedagogiem i terapeutą. Na pewno mogę dać tak dużo wsparcia, ile ktoś potrzebuje. Jeżeli ktoś przychodzi z jakąś trudnością, jeżeli spotkania w moim gabinecie mu nie wystarczają, a widzę, że potrzebuje terapii – wtedy wręcz proponuję, że powinien odbyć się proces terapeutyczny i podaję kilka nazwisk. To co później robię, to kontaktuję się z rodzicami, uważam że rodzic powinien wiedzieć, że jest jakaś trudność. Tutaj znowu; tyle ile Was, tyle reakcji. Niektórzy – „absolutnie nie, proszę mamie, tacie nie mówić”, inni, że okej, jeszcze inni mają wątpliwości. Nigdy nie robię czegoś za plecami ucznia, jeżeli jest mu trudno zaakceptować to, że chcę zadzwonić do rodziców to tak długo pracujemy i rozmawiamy – oczywiście abstrahując od tych sytuacji zagrażających – żeby wreszcie mieć jego zgodę, by pójście z trudnościami do innego pomagacza z zewnątrz nie było dla niego czymś trudnym, tylko czymś na co zasługuje, co ma dla siebie zrobić. Myślę, że mogę dać po prostu taki komfort decyzji i pracować nad nią.

A co powiedziałaby Pani osobom, które chciałyby przyjść, ale się obawiają?

Wiesz, jest wielu takich uczniów, którzy decydują się na przyjście, na zaczęcie rozmowy „tak po prostu”, a później te trudności wychodzą. Co bym zaproponowała? Powiedziałabym  przede wszystkim o tym, że to co się dzieje w gabinecie – pozostaje w gabinecie. Jestem zobowiązana, by dotrzymać tajemnicy. Ramy kontaktu polegają na tym, że to co jest tu, co nie zagraża bezpośrednio życiu i zdrowiu osoby, która przyjdzie i kogoś o kim mówi, np. słyszę: „Proszę pani kolegę z klasy chcą pobić po lekcjach” – nie wolno mi tego zatrzymać. Jednak w sytuacji, gdy ktoś przychodzi i mówi, że w klasie ma taką trudność, że czuje, że nie jest akceptowany z czymś, że jest mu z czymś trudno, nie wie od czego zacząć, żeby było inaczej – wtedy możemy się zgodzić na taką ramę pracy. Co wtedy robimy? Możemy popracować nad tym, żebyś to ty np. lepiej komunikował się z ludźmi, może wejdę do klasy i zrobimy jakieś zajęcia, sprawdzę co się dzieje, na czym polega kłopot. Czasami też te pierwsze spotkanie polega na tym, że ważymy słowa – czy to jest trudność, kryzys, czy problem? Nawet teraz, jeżeli mielibyśmy ułożyć na wadze te słowa, one mają różną wagę. Kryzys jest czasową trudnością, którą możemy jakimiś środkami przezwyciężyć. Teraz na ile to jest kryzys, czyli coś chwilowego, a na ile jakiś duży problem i czy rzeczywiście możemy to tak nazwać. Co jeszcze mogę zaproponować? Jest mi trudno powiedzieć ogólnie, bo nie wiem z czym ktoś by przyszedł, z przykładem sytuacji powiedziałabym co bym z tym zrobiła. Jeżeli ktoś ma lęk przed przyjściem to zaprosiłabym go do tego, żeby sobie wyobraził wagę: co będzie jeśli zostawię sobie ten lęk, a co będzie, jeżeli o tym lęku przyjdę i powiem? Chociażby: „wie pani co, bardzo się boję, ale chcę o czymś porozmawiać”, na zasadzie takiego bilansu: co zyskam, a co stracę. Nie wiem na ile to ciebie przekonuje, że tak może być, że jeżeli zostanę z tym lękiem to nic nie zyskam, wręcz przeciwnie. Lęk – już teraz wiemy – ma działanie psychosomatyczne, powoduje stres i te wszystkie czynniki odczuwamy na sobie, czyli te jelitowe, sercowe, związane z napięciem mięśniowym. To mogę mieć. Co jeżeli przyjdę i o tym powiem? Może mi być lżej. Czasami ludzie przychodzą na tą przysłowiową herbatę i mówią, że „okej, fajnie, że pogadałem, jest mi lżej” i od tego też jestem – aby przyjść, porozmawiać, wypić herbatę i żeby „było lżej”.

Często mówi pani o tym,  że pedagog to nie jest osoba tylko od problemów. Co ma Pani na myśli?

Mam wrażenie, że pokutuje pewien stereotyp pedagoga, który rozlicza i karze, że z chwilą, kiedy ktoś coś narozrabia to ląduje u pedagoga. Nie chcę, żeby tak było. Chcę być pedagogiem, który zaprasza wszystkich. Jeżeli masz radość z tego, że pierwszy raz udało ci się pójść na randkę z kimś, kto jest dla ciebie ważny i nie masz komu o tym powiedzieć – to przyjdź i powiedz. Podziel się tym. Pedagog to ma być – według mnie – ktoś, kto jest otwarty na każdą emocję młodego człowieka; nie tylko młodego, bo też jestem dla nauczycieli, dla rodziców. Chcę, żeby tak to było postrzegane, przez pryzmat takiego bycia „z” uczniem,  nie „przed”, nie „za”, tylko takiej wspólnej drogi. Tak sobie to wyobrażam – jeżeli masz ochotę przyjść, porozmawiać, jeżeli coś cię wkurza, coś cię irytuje, ale aktualnie – nawet nie, że nie masz z kim, tylko że ci, którzy są ci nie odpowiadają – potrzebujesz kogoś neutralnego, kto by spojrzał na twoje złości, irytacje, radości, to zapraszam.

Często też klasy mogą spotkać się z Panią na zastępstwie albo lekcji wychowawczej. Co chce Pani wtedy przekazać?

Ostatnio tak sobie postanowiłam, że jeżeli wchodzę na zastępstwa to staram się mówić właśnie o działaniu stresu. Ostatnie lata były dla nas bardzo trudne; albo nas nie było realnie w szkole; albo to było takie poszatkowane i ten stres jest czynnikiem, który nas ogranicza i jeżeli mam zastępstwo to staram się właśnie mówić o stresie i sposobie reagowania na niego. Dużo też o higienie cyfrowej. Cyfryzacja mocno weszła w nasze życie, zobacz – nie używamy zwykłego dyktafonu, tylko mamy wszystko w telefonie. To z jednej strony daje komfort, a z drugiej strony jest pewną pułapką. Mówię też o takich zasadach, że chociażby warto sobie wyłączyć powiadomienia z aplikacji, nie tylko te wibrujące, dźwięczące, ale też świetlne, że z chwilą, w której naprawdę skupiasz się na nauce – odkładasz telefon i kątem oka nie widzisz światła. Staram się mówić o prostych rzeczach, o których jest dużo w internecie, ale które pomijamy. Taką rzeczą, która jest dla mnie ważna, którą staram się przekazać to teoria bycia „tu i teraz”, czyli uważności. Starszym klasą starałam się powiedzieć, że skupianie się na byciu „tu i teraz” jest bardzo ważne. Rozmawiałam z niektórymi – jesteśmy po olimpiadach i ktoś mówi, że „zabrakło mi 6 punktów do maksymalnej ilości, wtedy sobie przeliczyliśmy na ile; „no na 120”, czyli zabrakło 5%. Teraz na czym chcesz się skupić, co będzie dla ciebie motorem napędowym? To że zdobyłeś 95%, czy to, że nie zdobyłeś 5%? Staram się też odwrócić wasze myślenie od takiej katastrofizacji – bo na przyszły rok mam do zrobienia 5%, a 95% idzie gdzieś na bok. Na lekcjach chcę wam pokazać, że warto czasem odwrócić myślenie, nie patrzeć od tej strony, nie nazwałabym jej „pesymistycznej”, od tej, której jest więcej we mnie, tylko skupić się na tym małym szczególe, czyli że okej, zostało mi tylko 5%, więc w przyszłym roku mam bardzo realne szanse na 100%. Zależy mi na takim pozytywnym myśleniu, bo ono jest wzmacniające.  Badania pokazują, iż kara nie niesie za sobą żadnego pozytywnego przekazu wychowawczego, dlatego też myślenie o tym, czego nie mam, nie jest motywujące.

Jak już przy mitach jesteśmy. Pracuje Pani w trzynastce od trzech lat. Z jakimi mitami i legendami na temat naszej szkoły musiała się Pani zmierzyć? 

Tutaj może zaskoczyć cię to co powiem, ale ja byłam bardzo pozytywnie nastawiona i kiedy tu przyszłam nie było zdziwienia. Ja szłam pracować z ambitną młodzieżą, której się chce trochę więcej i też w zespole nauczycieli, którym się chce zrobić więcej. Myślę, że to było dla mnie takim miłym – nawet nie zaskoczeniem – rzeczywiście spełnieniem moich oczekiwań. Może to wynika z mojej natury, że zawsze spodziewam się tych dobrych rzeczy. Nie było żadnego rozczarowania. Ja zawsze lubię dopytywać, np. jeżeli ktoś mi mówi „o trzynastka taka wybitna”, to ja lubię dopytać: ale w czym ty widzisz tę wybitność, kogo stamtąd znasz? Wiesz, żeby nie podążać za czyimś sztywnym myśleniem albo powtarzaniem czegoś, że jeżeli ona jest wyjątkowa to okej – przez co? Jeżeli ludzie mi nie potrafili na to odpowiedzieć, to nie brałam tego pod uwagę. Jeżeli spotkałam się przed przyjściem tutaj z wieloma opiniami (np. absolwentów), że są tutaj świetni nauczyciele, dzięki którym mogli zrobić więcej, że wychowawcy potrafili zgrać klasę, że jest tutaj młodzież, która oprócz tego, że dobrze się uczy, potrafi realizować swoje pasje. To były dla mnie konkretne argumenty i wtedy mówiłam, że tu muszą być ciekawi ludzie. Ja nie chcę podążać za tym, co jest ogólnikowe. Sprawianie, że podążasz za czymś co jest ogólne jest wchodzeniem w barierę komunikacyjną. Uwielbiam dopytywać, gdy ktoś mówi mi coś niekonkretnego to nasuwa mi się: po czym to wnioskujesz, jakie masz doświadczenie? Nagle ludzie przestają powtarzać ogólniki i o to chodzi. Nie możemy się nimi kierować, taka jest moja dewiza pracy i dlatego odbiór tutaj był bardzo pozytywny. Naprawdę bardzo się cieszę, że przyszło mi pracować tutaj z wami i z takim gronem.

Jakie były Pani pierwsze wrażenia i odczucia? Co w Trzynastce Panią zaskoczyło? Praca tu ze względu na specyficzny charakter tej szkoły zapewne jest inna

Moje odczucia i doświadczenia z tego gabinetu pokazują mi, że młodzież jest do siebie bardzo podobna. Te trudności, które są adekwatne do wieku adolescencji, czyli tego wieku dojrzewania są wszędzie podobne. Używamy tych samych mechanizmów przed tym, żeby to w jakiś sposób w nas było. Natomiast czy jest coś innego? Myślę, że na pewno dla wielu z Was ta nauka staje się takim sposobem radzenia sobie na dojrzałość. Niektórzy mają sport, niektórzy mają mnóstwo wolnego czasu i przez to wypełniamy go takimi rzeczami, które mogą sprawiać trudność. Myślę o różnego rodzaju uzależnieniach. Tak jest pewnie w każdej szkole. Tutaj więcej jest tych, dla których nauka jest też rodzajem sportu i zajmuje wam dużo czasu i  jest sposobem na realizację siebie. I to jest ta różnica. Tutaj dochodzimy do momentu, czy bardziej jesteśmy „ja”, czy bardziej jesteśmy „my”. To znowu zależy, chodzi też o pewną otwartość – jeżeli więcej osób do mnie przyjdzie, jeżeli więcej zgłoszeń będę miała to większą ilość rzeczy wiem. Możemy tutaj mówić o tym, że zależy na jakich ludzi dorosłych trafi młodzież, czy trafi na fajnego wychowawcę, który przekieruje cię do pedagoga, który sam z tobą porozmawia, czy trafi na kogoś kto nie będzie umiał sobie z tym poradzić. W każdej szkole są ludzie różni; tacy i tacy. Tu, oceniając, uważam że każdy z wychowawców jest tak samo mocno zaangażowany i to za co jestem im wdzięczna to odczytywanie tych pierwszych sygnałów, pierwszych trudności. Oni na tyle dobrze Was znają już po pierwszym, drugim roku, że są w stanie zauważyć jak coś jest nie tak, coś się zmieniło. Teraz jaka jest podstawa  tej zmiany – dojrzewanie czy coś więcej? Wtedy możemy współpracować.

Jakie, z pani doświadczenia, są największe problemy z jakimi zmagają się Trzynastkowicze? Presja na sukces i osiągnięcia w nauce? Stres? Oczekiwania?

Czasami ambicja i presja otoczenia jest realna, bo w czymś się wychowujemy. Jeżeli ten kult nauki, odnoszenia sukcesów w nauce jest w rodzinie, to dopóki nie zaczniemy dorastać, dopóki nie zaczniemy się konfrontować: czy mi to jest potrzebne? To będziemy w tym, bo tak działamy. To przy adolescencji jest pewnym wyznacznikiem dojrzewania psychicznego – krytyczne spojrzenie na świat dorosłych. Ta krytyka nie jest niczym złym, wtedy ja właśnie rozważam czy ja chcę tak żyć, czy mi to jest potrzebne, czy też chcę inaczej.

A co powiedziałaby Pani osobie, która jest w Trzynastce ale np. nie robi olimpiad, nie ma najlepszych ocen? Często takie osoby czują się gorsze i zagubione.

Od osób, które przychodzą tutaj jak do normalnego liceum będzie to wymagało pewnej uwagi. Pozwolenia sobie na to, że z niektórych przedmiotów jestem geniuszem i idzie mi świetnie, a z niektórych niestety muszę odpuścić, bo nie jestem w stanie mieć średniej 6.0. Może są takie wyjątki, ale nie wszyscy. Chodzi o to, że jak przychodzi geniusz matematyczny to wiadomo, że będzie chciał się rozwijać w matematyce, fizyce, ścisłych przedmiotach, ale  nie mówię, że musi odpuścić polski – może przyjąć postawę, że więcej jak na 3 nie jestem w stanie się nauczyć. Znowu pytanie czy jest w stanie to przyjąć, czy nie? Przychodzicie ze swoich środowisk, tych najmłodszych, gdzie odnieśliście sukcesy, np. w tym, że byliśmy najlepsi z pięciu, sześciu klas w swoim środowisku szkoły podstawowej. Myślę sobie, że tutaj nagle stykasz się z tym, że nie ma nagle kultu najlepszego, teraz jesteś w szeregu,  wszyscy są najlepsi. Czy zgodzę się na to, że będę najlepszy z najlepszych i będę robił wszystko, żeby taki być, czy rozeznam się co z tego całego bogactwa Trzynastki mogę sobie wziąć, co jest   czymś, co będzie mnie definiować, a z czego nie dam rady osiągnąć najlepszych wyników? Co innego jest materiał podstawówkowy, a co innego jest materiał licealny, gdzie wymaga się od Was dużo samodzielnej pracy i ten rozwój jest też samodzielny. To co w szkole jest może nie wierzchołkiem, ale od góry patrząc tak dwa, trzy piętra piramidy, a cała reszta jest własną pracą i dociekaniem. Widzę to w takim postrzeganiu trzynastki i uważam, że jest to szkoła dla osób, które po prostu chcą przyjść do ambitnego miejsca, żeby zrobić coś więcej, zdać na dobrym poziomie maturę i zastanowić się nad wyborem studiów, to też jest taka szkoła.

Załóżmy jeszcze taką sytuację, ktoś sobie nie radzi, zaczyna omijać lekcje i osiągać coraz gorsze wyniki w nauce. Na stronie na Facebooku udostępniła Pani artykuł dotyczący stosowania ,,taryfy ulgowej” w takich przypadkach. Czy wśród nauczycieli i społeczności Trzynastki jest zrozumienie i wrażliwość na takie problemy? Co Pani robi w takich sytuacjach?

Myślę, że ten artykuł o którym mówisz był efektem takiego powrotu do szkoły po pandemii. Rzeczywiście wzrost zachorowań na depresję jest bardzo duży, ale nie tylko – również coraz częściej występują zaburzenia lękowe. Bardzo dużo byliśmy w domu odcięci, więc osoby z wysokim poziomem wrażliwości na przejmowanie się różnymi rzeczami na pewno mogą mieć taką trudność. Ta taryfa ulgowa to jest – znowu definicja każdego nauczyciela może być inna, a ja nie chcę tego narzucać – dla niektórego odpuszczenie mu odpytywania przez dwa tygodnie, a inna osoba będzie potrzebowała np. pół roku regeneracji. To jest kwestia bardzo indywidualna. Co jeżeli osoba sobie nie radzi? Ja jestem zdania, że jeżeli rzeczywiście mamy osobę z trudnościami, która zaczyna opuszczać lekcje, nie zjawia się z niewiadomego powodu, kontaktujemy się z rodzicami i rodzic mówi, że jest trudność np. z wyjściem z domu, jest lęk przed jakimiś przedmiotami i ta trudność utrzymuje się już bardzo długo to wiadomo, że w pierwszym, czy drugim kontakcie z rodzicami ja zawsze proponuję konsultację psychiatryczną lub psychoterapeutyczną, żeby zobaczyć, czy nie ma jakiś zaburzeń. Jeśli wdrażamy leczenie przy zaburzeniach depresyjnych jest farmakologia, proces terapeutyczny i mimo wszystko nie widać zmiany lub psychiatra otwarcie mówi: „proszę państwa to będzie trwało pół roku” to ja jestem za zmianą. Warto wtedy zastanowić się, czy faktycznie dziecko powinno zostać w  liceum, które nawet jeśli zastosuje taryfę ulgową na jakiś czas, to przecież później, od kolejnego września – tej taryfy nie będzie. To nie jest taryfa, którą będziemy stosować cztery lata, czy trzy. Polega ona na tym, że dajemy pewien czas, który jest ściśle określony przez każdego przedmiotowca i z nim ustalony. Jeżeli tutaj ta taryfa  nie daje efektu, to znaczy, że jest to głębsze zaburzenie i warto zastanowić się nad leczeniem, nad zmianą środowiska. Dla mnie dużo trudniejsza jest decyzja, że ktoś ma depresję, czy zaburzenia lękowe, czy nawet inne zespoły zaburzeń, gdzie efekty są psychosomatyczne, czyli jakieś bóle i on na siłę chce zostać w tej szkole; i to nie sprawia, że on czuje się lepiej – to uważam to za błąd. Może właśnie odpuszczenie sobie pewnego poziomu poprawi stan zdrowia. Wiele było takich sytuacji, kiedy mówiłam rozmawiając z rodzicami, że rok w tą, czy w tą nie jest problemem, może warto czasem odpuścić dla zdrowia psychicznego. Ma ono nam służyć do tej osiemdziesiątki, czy setki i kiedy będziesz miał sześćdziesiąt, czy siedemdziesiąt lat nie będzie miało znaczenia, kiedy zdałeś maturę, czy w 2022 czy 2025 Dla mnie zdrowie psychiczne młodych ludzi, którymi się zajmuję, jest priorytetem w pracy.

Wspomina Pani często o nauczycielach i rodzicach? Jak z nimi pedagog może współpracować?

Uważam, że w pracy pedagoga obszary pracy z nauczycielami i pracy z rodzicami są bardzo pomijane, a one są i one są żywe. Otwarci nauczyciele są dla mnie takim wsparciem w działaniu, że oni przychodzą na konsultacje i mówią: „słuchaj, jest taka i taka sprawa, co my z nią możemy zrobić, w którym momencie kończy się rola wychowawcy, a zaczyna pedagoga?”. Ja nie chcę nigdy umniejszać roli wychowawcy, ona jest bardzo ważna – to osoba, która jest na pierwszej linii kontaktu z Wami. Podobnie jest  z rodzicami – w każdym momencie mają prawo umówić się przez dziennik, zadzwonić, porozmawiać ze mną i powiem, że bardzo mnie cieszy, że mam takie sytuacje, kiedy rodzic prosi: „proszę porozmawiać z synem/córką, rozmawialiśmy w domu, ale warto,  żeby pani z nim/nią jeszcze porozmawiała”. Dla mnie jest to bardzo ważne, jest to taki największy, najbardziej satysfakcjonujący wymiar tej pracy. Gabinet nie stoi pusty – tutaj cały czas ktoś jest, podobnie jest z rodzicami. Często ta współpraca z nauczycielami, rodzicami polega też na tym, że podsyłam im jakiś artykuł, bo przecież sytuacja pandemii i powrotu do szkoły po pandemii – dla was jako dla młodych ludzi jest trudna, ale dla nauczycieli, dla wychowawców, dla rodziców również. To jest nowe, nikt wcześniej w życiu tego nie przerabiał. Nasi dziadkowi, czy pradziadkowie nie pamiętają pandemii i lockdownu. Nie mamy doświadczenia, to wszystko jest bardzo młode i świeże, dlatego podsyłanie takiej literatury oraz konsultacje są dla mnie ważnym wymiarem tego. Jestem otwarta na każdy kontakt z rodzicami.

I na koniec. Jakby mogła Pani jedną rzecz zmienić w Trzynastce, z myślą o tym z czym spotkała się Pani w swojej pracy to co by to było i dlaczego.

Zaproponowałabym praktykę wdzięczności każdego dnia. Do zmiany dochodzi się małymi krokami, więc taka praktyka wdzięczności za to, co się dzieje codziennie, za małe rzeczy, np. za to, że udało mi się z kimś porozmawiać, że autobus się nie spóźnił, że obiad w stołówce był okej, że byłem na tym obiedzie pierwszy. Taka zachęta do tego, żeby widzieć małe rzeczy, zauważać małe rzeczy w natłoku naszego życia. One są takim motorem napędowym, żeby widzieć więcej. Nie pomijajcie siebie, absolutnie.

Tajniki pracy Pani pedagog odkrywał dla was Bartosz Bielecki

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.