Wstań i zaśnij

Wstań rano. Pluj kawą. Naciągnij na siebie mundurek. Jeszcze nie świta, ale to grudniowa domena. Przejdź się po Śródmieściu-Północ i traf do budynku z czerwonej cegły. Ciszę teamsowych lekcji zastępuje tumult i łoskot. Dużo się dzieje, trudno powiedzieć co. Nikt nic nie mówi, ale każdy się czymś aferuje. Nie ma Mickiewicza i nie ma Miłosza – zatrzymaliśmy się gdzieś na Pamiętnikach Paska. Życie było szybsze. Słów nie ma, są oczy. Pomiędzy zadaniami z – pożal się Boże – funkcji kwadratowej rusz do toalety, gdzie próbując się przedrzeć przez mgłę, ukryj się przed mgławicą wzroku – dzisiaj wykańcza, ale jeszcze sprawi, że obrośniesz w piórka. Ten łypie na tamtego, tamta na tamtą. Obraz się staje zaskakujący, gdy przecież każdy w bordzie powinien być dobrze znany. Połóż się.  

Wstań. Powydurniaj się. Potańcz. Poimprezuj. Poznaj świata. Odreaguj. Udawaj, że nie wagarowałeś. Wyda się, że wykręcanie numerów jest niesamowicie zabawne, a przed karą da się uciec. Nigdy nie będzie zbyt beztrosko. W końcu ciągle otwierają się nowe wyzwania. Rozgardiasz z nauką języka polskiego. Klasa się sypie. Kolejny rocznik absolwentów odchodzi. Perspektyw nie ma, bo myślisz najdalej na 5 dni wprzód. Tragikomedia. Pierwszy raz usłysz pytanie co się z tobą będzie działo za trzy lata. Gdzie, kiedy i za co zaczną szumieć. Życie jest jednak zbyt proste. Połóż się.  

Wstań. Jest nijak. Przyjdą wielkie zmiany. Odkryj, że sukces jest wtedy, gdy ma się z kim go szczerze dzielić. Odpowiedzialność rośnie. Nawet tytuł jest dumny – rednacz nakazuje postawić pomnik trwalszy niż ze spiżu, a kolejne wzgardy nie znikają. Rób wtedy swoje, inaczej się nie obronisz. Na językach jest nadal więcej niż w rękach, a to przejaw zbyt frustrujący, by mógł wywołać afront. Okaże się, że po rękach dostają ci, którzy nie boją się ich używać. Odezwij się, gdy coś jest nie tak. Działaj; wysuń głowę poza szlaban. To jest jedyny sposób, by chociaż spróbować pozostać normalnym. Policz słowa, a okaże się, że jest ich więcej niż 300. Wścibienie nosa i puszczanie plotki dalej to ulubiona rozrywka. W końcu twoje słowa wywołają minę, jak gdyby się zobaczyło Winrycha z Rozdzióbią nas kruki, wrony… Połóż się.  

Wstań. Odkryj, że praca pozwala na przemilczenie, na życie po swojemu, na własne poczucie wartości. Nie przestaniesz jednak wątpić w swoją dobroć. Niech się dzieje wola nieba. Zawsze chciałoby się więcej, a to więcej wymaga wkładu. Oczywista sprawa, ale niełatwa. Weź rękawicę i zakończ to z szumem. Pogódź się z tym, że nie każdy cię dobrze wspomni – gdy jeden będzie chciał postawić ci pomnik, drugi ci podkopie dołek pod nogami. Normalka. Jedyne czego możesz nienawidzić to nienawiści, która wbrew tej przyjaznej atmosferze współistnieje zawsze. Powtarzaj wiecznie – Niech każdy se żyje jak chce. Przełam blokadę, znajdź priorytety. Zrób swoje. Przypomnij sobie, że ta szkoła wbrew pozorom nie różni się aż tak od pozostałych. Ludzie, których spotkasz są bardziej ambitni, pracowici i bystrzejsi niż na chodniku, ale to jeszcze nie czyni ich lepszymi ludźmi. Pamiętaj o tym codziennie. Przestań obwiniać paryski bruk. Napisz maturę. Podziękuj komu trzeba (bo trzeba). Połóż się.  

Odwiń się spod kołdry i spomiędzy meandrów bezsenności.  

Napisz: Życie to nie makaronizm, nie felieton, wiersz ani błyskotliwa linijka. Życie to nie makiawelizm, nie bonapartyzm, poczucie artyzmu, prasówka ani praca historyczna. Życie to nie spacer pomiędzy kamienicami, topinambur, drogie auto, nie ascetyzm, nie pal ani ładna ocena. Życie to szansa na pozostanie sobą. Postaraj się pozostać sobą.  

Możesz zasnąć.  

Żył, jak umie dla Was przez 4 lata Adam Koczocik 

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.